5 informacji, których (prawdopodobnie) nie znajdziecie w przewodnikach po Budapeszcie

1. …do czego służyły zamurowane obecnie tunele pod Halą Targową?

Z pewnością niektórzy z Was zwrócili uwagę na nabrzeże biegnące od mostu Wolności w kierunku południa Budapesztu (Salkaházi Sára rkp.). Na wysokości Hali Targowej przykuwają wzrok zaplombowane tunele, których przeznaczenie było bardzo interesujące. Otóż powstała w 1897 roku Hala Targowa była jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie. Pomiędzy halą a Dunajem budynek ma natomiast… Urząd Celny (nawiasem mówiąc zaprojektowany przez Miklósa Ybla). Od roku 1897, kiedy to hala zaczęła oficjalnie działać, wokół niej koncentrował się niemalże cały handel tej części Pesztu. Na placu Celnym sprzedawano żywiec, głównie krowy i świnie oraz kury (przed powstaniem Urzędu Celnego znajdowały się przy placu magazyny z solą, a sam plac nosił nazwę placu Solnego). Na samą halę natomiast dostarczano Dunajem towary z okolicznych miast. Po rozładowaniu z barek, trafiały od razu do 120-metrowego tunelu, skąd następnie pod Urzędem Celnym na półki hali. Jeżeli towar wymagał oclenia lub skontrolowania, dokonywano tego bezpośrednio pod urzędem. Dodatkowo, towary przyjeżdżające pociągami z wyspy Csepel rozładowywano na rampie znajdującej się niedaleko hali. Dzisiejsza Hala Targowa tylko z wyglądu przypomina tę z przełomu XIX i XX wieku. Zmieniły się zasady sprzedaży, zmieniło się otoczenie. W dalszym ciągu jednak jest miejscem, bez odwiedzin którego budapeszteńczycy nie wyobrażaliby sobie dobrze zagospodarowanego czasu w sobotę!

2. …kim jest kobieta na pomniku Wolności?

Na temat słynnego pomnika Wolności powstało już wiele teorii. Najczęściej powielaną – choć nieprawdziwą – jest ta, która łączy pierwsze plany budowy monumentu z chęcią upamiętnienia syna Miklósa Horthyego. Czy wiecie jednak, że Zsigmond Kisfaludi Stróbl, który zaprojektował pomnik, nie tworzył dzieła przedstawiającego anonimową, wymyśloną tylko w jego wyobraźni postać? Kiedy pomnik powstawał w 1947 roku, autor spostrzegł na ulicy nieznaną, młodą kobietę, której uroda natychmiast go zachwyciła. Była to asystentka z miejskiej przychodni zdrowia, Erzsébet Thuránszkyné Gaál. Czy jest piękna, czy nie – to już kwestia gustu. Wielu odwiedzających jednak uważa – i ja też się do nich zaliczam – że przedstawia nie kobietę trzymającą  liść palmy, ale wieszającą na sznurku pranie.

3. …co skrywają zielone drzwi Dworca Zachodniego (Nyugati Pu)?

Po lewej stronie hali dworca natknąć się można na trochę zaniedbane, pokryte olejną farbą drzwi. Na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniają spośród innych, zamkniętych na klucz pomieszczeń, jednakże gdy spojrzymy w górę, zobaczymy pokryte złotem litery tworzące napis „Viribus Unitis” (łac. „Wspólnymi siłami”). To w pokojach za tymi drzwiami zwykł przesiadywać Franciszek Józef (a potem także Karol IV) w czasie swoich podróży na trasie Wiedeń-Budapeszt. Pomieszczenia – podobnie jak cały dworzec – zaprojektowali architekci z biura Eiffla, biuro projektowe zaś znajdowało się naprzeciw dworca (jego odrestaurowany budynek istnieje do dzisiaj). Tzw. królewska poczekalnia składała się z trzech pomieszczeń: salonu gościnnego, saloniku Elżbiety i królewskiej poczekalni, w której przy cygarowym dymie najbliżsi współpracownicy króla dyskutowali z nim na tematy nie tylko polityczne. Odrestaurowane przed paroma laty sale nie są niestety zbyt często otwierane i nie ma w tym nic dziwnego. Turysta z hamburgerem w dłoni nie jest godzien pokrytego suknem królewskiego fotela (notabene w dworcu znajduje się chyba najpiękniej położony McDonald’s w całym Budapeszcie!). Kto chce spróbować poczuć się niczym Habsburg, niech spróbuje zapisać się na zwiedzanie saloniku w ramach corocznej imprezy pod nazwą „Stuletnie budynki”. Wówczas to zielone drzwi otwierają swoje podwoje.

Co ciekawe, podobny salonik, tyle że odrestaurowany, znajduje się na dworcu kolejowym w… Gödöllö. To przecież tam przyjeżdżała królewska para (a częściej sama królowa Elżbieta) w ramach odpoczynku od wiedeńskiego czy budapeszteńskiego zgiełku…

4. …że przed dworcem Nyugati istniała kiedyś… bananowa wyspa?

No, może nie taka prawdziwa. Malutki kiosk stojący na wysepce pomiędzy jezdniami placu Berlińskiego (Berlini tér, dzisiejszy Nyugati tér) na stałe wpisał się w historię okolic znanego dworca. Kiedy zapytacie starszych ludzi, gdzie w przedwojennym Budapeszcie można było dostać słodkości i banany, każdy wskaże na ten skrawek ziemi. Sam sklepik zachował się także po wojnie, niestety już w postaci jednopiętrowego kiosku o wdzięcznej nazwie Nép büfé czyli Bufet ludowy… nazwie tak samo wdzięcznej, jak nazwa placu przemianowanego na plac Marksa. Przed dworcem stoi jeszcze jeden obiekt przypominający dawne czasy: to tzw. zegar obrotowy, postawiony w latach pięćdziesiątych i pieczołowicie odbudowywany w ostatnich latach. Jak widać węgierskie place i ulice zmieniają nazwy, a tylko dwie rzeczy są na Węgrzech wieczne: Viktor Orbán i nostalgia.

 

5. …czemu w Operze Sissi siadała tuż nad sceną?

Choć zwykło mówić się, że miejsca najbliżej sceny są najlepsze, nie sprawdza się to w przypadku budapeszteńskiej Opery. Budynek Opery, który był także finansowany z datków królowej Elżbiety, stał się dla niej najlepszym „oknem wystawowym”.  Otóż dla Węgrów była aż królową, ale dla Franciszka Józefa – tylko królową i musiała dostosować się do etykiety oraz obowiązującego królewskiego prawa. A ono zakazywało siadania w królewskiej loży bez obecności małżonka. Jako że władca CK monarchii, delikatnie mówiąc, za operą nie przepadał… musiała biedna Sissi  znaleźć sobie miejsce w innej części sali. Pomimo swojej dużej inteligencji i wrażliwości na problemy Węgrów, królowa była też bardzo próżna i wybrała  na swoją lożę miejsce tuż nad sceną, po lewej stronie. Jak powiadają oprowadzający po Operze przewodnicy, widać stamtąd tylko ok. 30-40 procent sceny. Ale za to… samej jest się widocznej w stu procentach. I o to chodziło.

Ekwipunek pilota wycieczek – co jest potrzebne na wyjeździe ?

NIEZBĘDNIK PRZETRWANIA czyli JAK STAĆ SIĘ TURYSTYCZNYM RAMBO

Pamiętacie scenę z Rambo II w której niezniszczalny Sylwester Stallone nakłada na siebie po kolei elementy wojskowego wyposażenia? Te ujęcia mogłyby śmiało służyć jako reklama zawodu pilota.

Pilot wycieczek wyjeżdżając na imprezę zbroi się niemniej jak żołnierz wyruszający z misją pokojową do Iraku. Przynajmniej ja tak mam. Za każdym razem wpadam w popłoch, gdy po raz kolejny muszę spakować walizkę. Jeszcze większe przerażenie dopada mnie, gdy muszę ją po imprezie rozpakować.

Na szczęście od dłuższego czasu mam spakowany „niezbędnik pilota”, który czeka w walizce na kolejną podróż.

ekwipunek1

Rzeczy przydające się pilotowi na wycieczce:

  1. Mapa –w zależności od tego gdzie jedziemy, przyda się mapa/atlas miasta, nie zaszkodzi też mapa kraju/krajów, przez które przejeżdżamy. Ten, kto sądzi, że GPS załatwia sprawę, nigdy chyba nie jechał kilkuset lub kilku tysięcy kilometrów przez wiele państw. GPS-y potrafią nie tylko wyprowadzić nas w pole (dosłownie!), wpuścić autobus pod zbyt niski most, ale też wyłączają w nas, tzw.zmysłu pilota, czyli bycie uważnym.  Mapa to absolutna konieczność!
  2. Notesik z dowcipami – pomysł podpatrzyłem u jednego z uczestników wycieczki, który zawsze woził go na zakładowe imprezy. Możesz być zmęczony, możesz nie pamiętać wszystkich dowcipów. Kiedy droga z wieczorku zakrapianego alkoholem długa, taka ściąga dostarczy rozrywki.
  3. Płyty – z filmami oczywiście. Można w tej materii liczyć na kierowców, ale oni przeważnie wożą ze sobą filmy z cyklu „Krwawa jatka” lub „Szalone owady atakują”, które niekoniecznie nadają się dla emerytów lub uczestników wycieczki szkolnej. O filmach jednak napiszę szerzej innym razem.
  4. USB – z piosenkami. Najlepiej byłoby mieć piosenki podzielone w folderach. Można wtedy wybierać pomiędzy folkiem/biesiadą/disco-polo/balladami/techno w zależności od grupy, z którą się jedzie. Uwaga! Nie wszystkie odtwarzacze w autobusach odczytują dane z pendrive!
  5. Wizytówki – „Nie jest ważne czyje wizytówki posiadasz. Ważne, u kogo w kieszeni są twoje”. Szlaki turystyczne są miejscami, w których krzyżują się też drogi pilotów/przewoźników/właścicieli biur. Na każdym wyjeździe spotyka się co najmniej kilka koleżanek i kolegów po fachu. A każda rozdana wizytówka to potencjalny klient lub współpracownik. Dodatkowo wyjazd z nowym klientem to kolejna okazja do zostawienia wizytówek. I tak efekt domina sprawia, że budujesz sieć kontaktów. Istnieją biura, które w umowie z pilotem zakazują tego typu praktyk. Wtedy oczywiście decyzja o respektowaniu umowy należy do pilota. Umów należy dotrzymywać / przestrzegać.
  6. Dokumenty – legitymacja pilota, identyfikator, dowód osobisty, paszport, badania w przypadku wyjazdów do egzotycznych krajów, wizy, pozwolenia, zaświadczenia i wiele, wiele innych. Najlepiej zabezpieczyć je w czymś ze sztucznego materiału, np. w plastikowej kopercie. Dmuchać na zimne, żeby nie trzeba było potem dmuchać na mokre. Suszarką oczywiście.
  7. Portfele z różnymi walutami – na szczęście w wielu krajach można obracać euro. Często jednak poza pieniędzmi z biura masz jeszcze swoje prywatne. Im dłuższa wycieczka, tym więcej pieniędzy. Oczywiście w czasach płacenia kartą problem powoli przestaje istnieć, jednak warto mieć przy sobie pewną ilość gotówki. Ja na przykład zawsze wożę osobny portfel na garść węgierskich monet – przydają się, kiedy trzeba zapłacić za parking w automacie podczas pierwszego punktu zwiedzania. Przezorny zawsze ubezpieczony.
  8. Teczka imprezy, czyli teczka, którą otrzymujemy od biura. Niezbędne wyposażenie, koniecznie w bagażu podręcznym!
  9. Ładowarka – do komórki, do aparatu, do laptopa – w zależności czego używamy.
  10. Laptop/telefon z internetem – w dzisiejszych czasach podstawa. Zmiana planów, szybka korekta marszruty? Potrzeba znalezienia adresu/telefonu/godzin otwarcia? Wystarczy wi-fi i gotowe!
  11. Spisane namiary do odwiedzanych restauracji i hoteli, numery telefonów do przewodników – u mnie konieczny element teczki. Spisuję, bo pamięć telefonu na nic się nie zda, jeśli: telefon zostanie skradziony/wpadnie do rzeki/rozładuje się. Niektóre biura same wpisują te dane do teczki ii wszystko ma się w jednym miejscu. W przypadku biura leniwego – wolę się zabezpieczyć i sam spisuję wszystkie potrzebne numery telefonów i adresy.
  12. Słoneczniki – lub inny element z serii „Hej hej, tutaj jestem!”.
  13. Ubrania – zawsze dostosowane do zapowiadanej pogody, z małym zapasem w razie problemów. O „odzieży roboczej” napiszę w innym z postów 🙂
  14. Chusteczki nawilżane – ratują życie w południowych krajach. Pot, tłuszcz to nie są przyjacielem naszej skóry. Szczególnie gdy na co dzień nosi się jeszcze okulary, a żar leje się z nieba. Ulga po użyciu takiej chusteczki w upalny dzień jest substytutem wskoczenia do fontanny.
  15. Kosmetyczka – raz jej zapomniałem. Na szczęście była to wycieczka 3-dniowa w hotelu mydłem w łazience (a nie zawsze doświadcza się takiego „luksusu”!). Nigdy więcej!
  16. Kąpielówki / strój kąpielowy – nie tylko dla pilotów jadących na pobyt w Chorwacji czy wahadło na Grecję. Dzisiaj Spa w hotelach staje się minimum mającym przyciągnąć turystę. A nie ma nic lepszego niż wieczorny relaks w saunie lub poranne orzeźwienie w basenie.
  17. Klapki (im lżejsze i cieńsze tym lepsze) – nie we wszystkich hotelach otrzymasz jednorazowe kapcie z logo firmy, a lepiej nie przywieźć z wycieczki pamiątki w postaci grzybicy.
  18. Okulary przeciwsłoneczne – pamiętaj, że pilot siedzi przeważnie na przednim fotelu. Jadąc na południe czuje się jak liść przypalany przez nastolatka trzymającego w ręku lupę. Okulary + chusteczki nawilżane najlepszym przyjacielem pilota!
  19. Długopis i notesik – nigdy nie wiesz, co przyjdzie ci zapisać. Przejeżdżasz koło ciekawej przydrożnej restauracji ii chcesz ją potem wygooglować? A może szybko musisz zapisać rzeczy do sprawdzenia na później? Pamięć telefonu nie zawsze jest tu najlepszym rozwiązaniem – dlaczego? Patrz podpunkt 11.
  20. Tablice pomocnicze / plansze ze zdjęciami – lub inne pomoce przydatne w pracy. Ja używam kolorowych zdjęć w formacie A4. Pomagają mi one w przenoszeniu grupy w czasie. Archiwalne zdjęcia. Reprodukcje obrazów. Ciekawostki. Można w tym celu używać też tableta, który jest wygodniejszy ale nie zawsze sprawdza się w słoneczne dni.
  21. Otwieracz do wina/piwa. Na Węgrzech przedłużenie ręki  🙂

 

Jak widać, brak choć jednej z tych rzeczy + pech, który zgodnie z prawem Murphy’ego jeśli może się zdarzyć to się zdarzy, sprawią, że impreza po prostu okaże się katastrofą.
Jeśli chcemy temu zapobiec to pamiętajmyo powyższych atrybutach. A Wy, koleżanki i koledzy czego jeszcze używacie?

Continue reading „Ekwipunek pilota wycieczek – co jest potrzebne na wyjeździe ?”

Przebudowa Wzgórza Zamkowego w Budapeszcie – zmiany w ruchu turystycznym?

Ostatniego dnia września oficjalnie przedstawiono plany zagospodarowania przestrzennego zachodniej części Wzgórza Zamkowego. Przebudowa będzie trwała kilka lat i zostanie wykonana w ramach Narodowego Programu Hauszmanna. To świetna wiadomość, ponieważ po kilku renowacjach w innych miejscach budapeszteńskiej starówki  (dawny ratusz Budy, Kościół Macieja czy budynek dawnego Ministerstwa Obrony) okolice Pałacu Królewskiego wołały o pomstę do nieba i zamiast stać się wizytówką miasta, coraz częściej stawały się z rzadka odwiedzanym miejscem. Większe tłumy zawsze spotykane były w okolicach Placu Trójcy Świętej.

lovarda1

 

lovarda3

 

Na początek trochę historii: rozrzeszająca się w kierunku Tabánu południowo-zachodnia część Wzgórza  na początku XX wieku została przebudowana celem nadania jej bardziej reprezentatywnego charakteru. W roku 1899 zbudowano słynny budynek Lovardy (tymi nazwami określano szkoły jeździectwa lub – jak w tym przypadku – stajnie królewskie). To przed niego trafił słynny dziś pomnik Czikosza. Pomnik, który jako jedyny ocalał z wojennej zawieruchy. Dziesięć lat później na obrzeżach dziedzińca Hunyadiego dobudowano budynek Głównej Straży Zamkowej. Te dwa miejsca łączyły tzw.schody Stöckla oraz rampa dla koni. Obydwa budynki zostały doszczętnie zburzone w czasie nalotów mających miejsce pod koniec II wojny światowej. Nie odbudowano ich, gdyż w socjalistycznej stolicy priorytet miały rekonstrukcje pozostałości średniowiecznych a nie przedwojennych, monarszych budowli.

Budapest, 2015. szeptember 30. A beruházást tervezõ Közti Zrt. által 2015. szeptember 30-án közreadott rekonstrukciós látványterven a budavári Csikós-udvar és környezete látható. A lovardát korábbi helyén építik vissza Hauszmann Alajos tervei alapján, eredeti funkcióin túl az épület rendezvénytérként is mûködik majd, így többek között bálokat, mûvészeti vásárokat is befogadhat. A lovas programok kiszolgálására 16 ló tartásához megfelelõ istállót alakítanak ki a várfal alatti földrézsûbe rejtetten, a Csikós-udvarból pedig a szintén újraépítendõ Stöckl-lépcsõ és fal melletti rámpa biztosítja a feljutást. MTI Fotó: Közti Zrt.

Na szczęście ma się to zmienić. Trwający parę lat remont ma na nowo przywrócić blask tej części wzgórza. W budynkach odbywać się będą wystawy sztuki czy bale, będą one także wynajmowane na różnego rodzaju eventy i konferencje. Budynek Lovardy ma służyć w dalszym ciągu koniom. Z uwagi na różne uroczystości będzie tam możliwość utrzymania 16 sztuk tych zwierząt i wykorzystywania ich przy uroczystościach państwowych.

A jak to wpłynie na turystykę w tym miejscu? Co czeka pilotów i przewodników? Po pierwsze trzeba nastawić się na całkowicie wyłączenie z ruchu turystycznego tzw. pałacowej części wzgórza. Prawdopodobnie zostanie zamknięta część od bramy Hunyadiego (z krukiem) na linii do kolejki Sikló.

Zapowiadane są także komplikacje w komunikacji autobusowej. Już w tym roku przecież zmieniono całkowicie zasady komunikacji autobusów turystycznych z hotelem Hilton. Prawdopodobnie – choć to jeszcze niepotwierdzone informacje – na południowej części Wzgórza, między Biblioteką Narodową a pomnikiem György Dózsy zostanie zbudowany parking na kilkadziesiąt autobusów, który odciąży znajdujące się na podgórzu ulice. Jak będzie –zobaczymy. Na pewno jednak przeprowadzka Viktora Orbána do dawnego Teatru Zamkowego oraz planowana przebudowa Pałacu utrudnią życie pilotom i przewodnikom przyprowadzającym grupy na Wzgórze Zamkowe.

 

lovarda5

Budapest, 2015. szeptember 30. A beruházást tervezõ Közti Zrt. által 2015. szeptember 30-án közreadott rekonstrukciós látványterven a budavári Csikós-udvar és környezete látható. A lovardát korábbi helyén építik vissza Hauszmann Alajos tervei alapján, eredeti funkcióin túl az épület rendezvénytérként is mûködik majd, így többek között bálokat, mûvészeti vásárokat is befogadhat. A lovas programok kiszolgálására 16 ló tartásához megfelelõ istállót alakítanak ki a várfal alatti földrézsûbe rejtetten, a Csikós-udvarból pedig a szintén újraépítendõ Stöckl-lépcsõ és fal melletti rámpa biztosítja a feljutást. MTI Fotó: Közti Zrt.

Niewinne podróże na Festiwalu Wina w Budapeszcie, czyli rozmowy przy winie :)

Jak każdy fanatyk Węgier nie mogłem sobie pozwolić na nieobecność w trakcie jednego z najsłynniejszych i najlepiej przygotowanych festiwali wina nad Dunajem. Spacerując pomiędzy budkami poszczególnych producentów, spotkałem Michała, który podobnie jak ja uwielbia węgierskie trunki. Swoje spostrzeżenia a także rekomendacje opisuje na blogu (niewinnepodroze.blogspot.hu). Musiałem więc wykorzystać okazję i  porozmawiać z nim o węgierskiej enoturystyce (turystyka winiarska, turystyka szlakami wina) oraz o samym festiwalu. Po spacerze i degustacji win z Mád usiedliśmy na chwilę, włączyłem dyktafon w komórce i voila!

bor

Waldek (Hungarian Events): Jako bloger, pasjonat i aktywny konsument węgierskiego rynku win, jak oceniasz tegoroczny Festiwal Wina który odbywa się na budańskim zamku w ten weekend?

Michał (niewinnepodroze.blogspot.hu):  Patrząc na całokształt, na te tłumy ludzi z pewnością widzimy, że festiwal spełnia swoją rolę i jest sukcesem komercyjnym. Rozejrzyj się, są tu całe rodziny, ludzie młodzi i starzy. Z drugiej strony miejsce wymusza pewną elitarność, dlatego też trudno powiedzieć, by był to festiwal dla każdego. Za sam wstęp każdy z nas musiał zapłacić ponad 40 złotych, plus degustacje. Ja w ciągu tego dnia wydałem już ponad 200 złotych, a nie spróbowałem nawet ułamka tego, na co miałem ochotę. Ale nie ma co narzekać. Warto przyjść wczesnym popołudniem, kiedy nie ma jeszcze tłumów – potem jest już ciężko dopchać się do budek najlepszych producentów.

Waldek:  Czy w tym roku pojawili się producenci, którzy szczególnie zaskoczyli wydając wyjątkowe wina?  Czy jest jakiś region, który jest w stanie wybić się ponad sławę Tokaju i Egeru?

Michał:  Tokaj jak zwykle zdominował festiwal i nie da się tego podważyć. Jego pozycja na polskim rynku wynika nie tylko z jakości win, ale przede wszystkim z sentymentu i historii. Poza tym to region, który znajduje się najbliżej polskiej granicy.  Z Podkarpacia czy Małopolski można tu dotrzeć już w 4 godziny.

Waldek:  Wiesz, myślę tu o polskich konsumentach i turystach zarazem. Czy jest opcja, że za kilka lat Polacy zaczną kojarzyć i inne regiony winiarskie Węgier?

Michał: Jeśli chodzi o inne regiony, które mają szanse zaistnieć – z pewnością da się zauważyć postęp w winach znad Balatonu oraz Villány. Jednak moim osobistym faworytem jest Nagy-Somló. Wina z tamtego regionu mają wszelkie predyspozycje do tego, by królować również na polskich stołach.

Waldek: Jak oceniasz infrastrukturę turystyczną regionów winiarskich? Dużo podróżujesz także po tych mniej znanych rejonach. Jak wiadomo daleko im do szlaków istniejących chociażby w Kalifornii, Burgundii czy Dolinie Renu, ale zauważam, że z każdym rokiem jest coraz lepiej. Dziś żeby skusić turystę nie wystarczy mieć taniego i dobrego wina. Ważne jest otoczenie, w którym degustujesz. Też masz takie wrażenie?

Michał:  Oczywiście. W końcu winiarze zauważyli, że bez wyjścia do klienta nie osiągnie się sukcesu, a enoturystyka staje się coraz bardziej popularna i dzięki temu dochodowa. Dobrym działaniem można też nazwać organizowane rokrocznie konkursy na najpiękniejszą winnicę roku – dotychczasowi zwycięzcy to już klasa światowa, przynajmniej jeśli chodzi o architekturę krajobrazu.

Waldek: Racja, tu mamy ulotkę piwnic Füleky i chwalą się na niej, że zostały uznane za najpiękniejszy budynek architektury przemysłowej roku 2011.

Ale wracając do winiarzy.W konkursie wygrywają producenci nie tylko z różnych regionów, ale posiadający też apelacje o całkowicie różnej powierzchni. Wiesz, takiego Tibora Gála albo Thummerera znają niemal wszyscy którzy choć trochę interesują się winami. Ale już np.mający 20 ha Mihály Figula to w Polsce anonimowa. Czy zdobycie co roku tytułu winiarza roku przekłada się jakkolwiek na sprzedaż czy sławę producentów?

Michał: Moim zdaniem tak. Zeszłoroczna zwyciężczyni, czyli pani Éva Digniszné Gál, była do tej pory dla mnie nieznaną producentką, a teraz widzę jej wina w wielu sieciówkach. Potrafiła się wybić z tak niedocenianego okręgu winiarskiego jak Kunság (pol.Kumania- W.K.), który jest znany raczej z kiepskiej jakości win stołowych królujących w lokalnych knajpach. Jest to świadectwo tego, że ciężką pracą można wiele osiągnąć.

Waldek: Dzięki za rozmowę. A teraz…idźmy się napić!

Michał: Zawsze! (śmiech)

A ja osobiście pozdrawiam Michała i zapraszam Was do odwiedzenia jego bloga niewinnepodroze.blogspot.hu oraz polubienia fanpage na facebooku: www.facebook.com/niewinnepodroze

Aquaparki, kąpieliska, zjeżdżalnie – Węgry to nie tylko baseny termalne!

Sezon trwa  w pełni, a  lipiec i sierpień to okres, kiedy zamiast pobytów objazdowych palmę pierwszeństwa w turystyce przejmują popularne wyjazdy wypoczynkowe. Na Węgrzech jest podobnie. A co można robić na Węgrzech w upalne dni? Oczywiście spędzać czas nas wodą.

Ostatnio w trakcie wykonywania obowiązków służbowych (czyli pluskając się w węgierskich basenach) zaobserwowałem, jaką radość daje dzieciom i dorosłym zwykła zjeżdżalnia. Niby nic, a potrafi zająć uwagę na długie godziny. Dzieci od rana czekają na otwarcie bram kąpieliska i pierwsze co robią to pędzą po schodkach na górę zjeżdżalni aby poczuć trochę adrenaliny.

Na szczęście kraj bratanków ma tę zaletę, że wiele kąpielisk termalnych – tak obleganych wiosną i jesienią – położonych jest w pobliżu otwartych basenów pływackich lub kąpielisk miejskich.  Wielokrotnie otrzymuję pytania typu: „Na jakie baseny można jechać z dziećmi, żeby się wyszalały?”. Poniżej znajdziecie króciutki opis najlepszych węgierskich aquaparków oraz zjeżdżalni wodnych – w sam raz dla  najmłodszych członków rodziny.

Poniżej, kilka wybranych parków wodnych w obiektywie. Znacie jeszcze jakieś? Które polecacie?

 

Budapeszt – Aquaworld

W Budapeszcie jedynymi zjeżdżalniami z prawdziwego zdarzenia może pochwalić się AquaWorld, umiejscowiony na północnych obrzeżach miasta. Jest to bardzo dobra (i niestety kosztowna) oferta dla tych, którzy zwiedzanie miasta chcą połączyć z wodną rozrywką, a nie mają zamiaru leżeć w niecce wypełnionej wodą z siarczanami lub innymi minerałami. Resort połączony jest z hotelem, jednak nie ma konieczności zatrzymywania się w nim aby skorzystać z zalet kąpieliska. Istnieje połączenie autobusowe z centrum miasta. Kąpielisko słynie z 272-metrowej zjeżdżalni, która stanowi wyzwanie dla każdego fanatyka tego sportu J. Do dyspozycji gości jest 15 basenów oraz 11 ślizgawek.

Adres: Budapest, Íves út 16, 1044 Węgry
Strona internetowa: www.aquaworldresort.hu

 

Hajduszoboszló:

Najchętniej odwiedzanym (szczególnie przez Polaków) aquaparkiem na Węgrzech jest ten znajdujący się w Hajdúszoboszló koło Debreczyna. Ta „mekka” wodnego szaleństwa przyciąga rokrocznie tysiące naszych rodaków. Kiedy spojrzycie na te zjeżdżalnie – szczególnie na tą wyścigową na której można rywalizować  w prędkości zjazdu – będziecie wiedzieli dlaczego. Aquapark w Hajduszoboszlo jest częścią całego kąpieliska, w którym w sezonie nie tylko jest tłoczno, ale czasem nie można nawet wcisnąć szpilki. To raczej cel dla tych, którzy szukają adrenaliny i zabawy, a nie odpoczynku i wyciszenia. Jeśli tego nie szukacie, świetnie spędzicie tam czas.

Adres: Hajdúszoboszló, Szent István park 1-3, 4200 Węgry
Strona internetowa: www.aquaworldresort.hu

 

Mogyoród – Aquarena

Miejsce w pierwszej trójce zajmuje też park wodny w Mogyoród, słynącego do tej pory z odbywających się w tej miejscowości wyścigów Grand Prix F1 (tak, tak, wyścigi nie odbywają się w Budapeszcie!). Dla Węgrów jednak miejscowość znana jest właśnie z największego Aquaparku w kraju. I dobra wiadomość dla tych jadących do stolicy lub udających się w kierunku np. Balatonu  – można zboczyć z drogi. Od stolicy Węgier dzieli bowiem Magyoród dystans jedynie 20 kilometrów. Jedną z wielu atrakcji Aquareny jest zjeżdżalnia UFO, czyli rura, która w połowie swojej długości zamienia się w tubę-ślimaka z otworem po środku, po wpadnięciu w który jedzie się dalej do basenu.  Na terenie ośrodka znajduje się 16 basenów różnego typu. Jest coś dla miłośników raftingu na dmuchanych kołach jak i dla tych, którzy uwielbiają pluskać się na wielkiej przestrzeni. Istnieje też 300-metrowy podłużny basen w którym woda przepływa z bardzo delikatnym, prawie niewyczuwalnym nurtem.

Adres: Mogyoród, Vízipark utca 1, 2146 Węgry
Strona internetowa: www.aquaworldresort.hu

 

Zalaegerszeg – Aquacity

Aquacity w Zalaegerszeg jest jednym z najpopularniejszych kąpielisk, bowiem obok energetycznych, szybkich zjeżdżalni (Kamikadze, Bączek, Ufo) posiada także strefę wypoczynku z saunami, plażą i rzeką o wolnym nurcie. Niezdecydowanym powiem tylko, że nie tylko w Hajdúszoboszló, ale też właśnie w Zalaegerszeg znajduje się basen ze sztuczną falą mającą imitować morskie warunki.

Adres: H 8900 Zalaegerszeg, Fürdő sétány 2
Strona internetowa: www.aquacity.hu

 

Gergelyiugonya – Park Wodny Atlantika

Wiem, wiem – zanim zapytacie: „Co? Gdzie to jest?”  zastanówcie się, czy może zamiast zatłoczonego Hajdúszoboszló nie pojechać trochę bliżej Nyíregyháza i nie odwiedzić malutkiej miejscowości Gergelyiugonya? Znajduje się tam Park Wodny Atlantika, który – choć trochę skromniej wyposażony – również oferuje zjeżdżalnie i inne atrakcje wodne dostępne w parkach wodnych. Szczególnie polecane są zjeżdżalnie Kamikadze, Anakondy oraz oferta nocnego pływania… a to wszystko na 4,5 hektarach powierzchni!

Adres: Vásárosnamény, Gulácsi út 56, 4803 Węgry
Strona internetowa: www.atlantika.hu

 

Pozostałe parki wodne i zjeżdżalnie:

Debreczyn – Aquaticum

Adres: Debrecen, Nagyerdei park 1, 4032 Węgry
Strona internetowa: www.aquaticum.h

Cegled:

Adres: Cegléd, Fürdő út 27-29., 2700 Węgry
Strona internetowa: www.cegledfurdo.hu

Balatonfüred – Aquapark Annagora

Adres: Balatonfüred, Fürdő u. 35, 8230 Węgry
Strona internetowa: www.annagora.hu

Szeged – Aquapolis

Adres: Szeged, Torontál tér 1, 6726 Węgry
Strona internetowa: www.napfenyfurdoaquapolis.com

Ráckeve:

Adres: Ráckeve, Strand u. 4, 2300 Węgry
Strona internetowa: www.aqua-land.hu