BLOG

Budapeszt historyczny: Przeprowadzki Danubiusa czyli o fontannie, której nikt nie chciał

Bijącym sercem współczesnego Pesztu są dwa place: Deáka i Elżbiety. Na każdym z nich w codziennej gonitwie biorą udział tysiące mieszkańców i turystów. Wielu z nich nawet nie zauważa centralnego punktu Placu Elżbiety, fontanny Danubiusa. Fontanny zupełnie niepasującej do współczesnego i pełnego zgiełku miejsca. Tak, jakby znalazła się tam przypadkowo, jakby ktoś postawił ją tam tylko na chwilę. Jakby była niechciana. I tak było w rzeczywistości.

Fontanna Danubiusa (nazywanego przez niektóre źródła Neptunem) z trzema alegoriami pozostałych ważnych dla XIX-wiecznych Węgrów rzek (Cisa, Drawa i Sawa) została zamówiona przez Peszteńską Kasę Oszczędności (Pesti Hazai Takarék Pénztár) w 1879. Na konkurs wpłynęło 16 prac, żadna jednak nie została w stu procentach zaakceptowana. Wśród propozycji pojawiły się postaci bawiących się źrebaków czy nimfy o imieniu Ilona. Nie przypadły jednak do gustu komisji konkursowej. Nie wygrał także pewny faworyt, Miklós Ybl. Ale to właśnie on został obdarzony zaufaniem i poproszony o pomoc w ponownym, pozakonkursowym zaprojektowaniu fontanny. To pewnie tylko „przypadek”, że mieszkał na placu Kalwina i wcześniej zaprojektował należący do fundatora budynek banku….

Znany architekt połączył kilka pomysłów (najbardziej jednak wykorzystał pracę Gyuli Czeglera) i stworzył neorenesansowy projekt fontanny, którą znamy dzisiaj. Finansujący wszystko bank projekt przyjął. Siedziba firmy mieściła się wówczas na Placu Kalwina, w miejscu gdzie obecnie znajduje się szklany biurowiec. I tam ostatecznie cztery lata później postawiono kosztującą 25 000 forintów fontannę. Już wtedy lokalizacja wzbudzała na łamach Pesti Hirlap wiele dyskusji. Była to pierwsza tak duża inwestycja na placu, który dotychczas miał typowo wiejsko-targowy charakter. Monument pierwotnie miał trafić na niedaleki Plac Franciszkanów, jednak nie dało się jej tam ustawić bez poszerzania ówczesnej ulicy Uniwersyteckiej, czego chciano uniknąć. Plac Kalwina na początku także nie odpowiadał ratuszowi. Fontanna miała zrobić miejsce dla publicznych toalet, których ostatecznie nie postawiono.

Wróćmy jednak do samej kompozycji. Wykonali ją Leó Feszler (miniatura), Béla Brestyányszky (postaci w dużej skali) i Vilmos Marchenke (zdobienia). Ważącą prawie 100 ton główną misę fontanny wyrzeźbiono z jednego bloku kamienia. Jej waga i gabaryty sprawiły, że potrzebny był specjalny wóz, który miał przetransportować ją ze wzgórz Budy do Pesztu. Pojazd zamówiono u Ignáca Schöna, posiadającego największą w mieście firmę transportową. Transport przez rzekę również nie należał do najłatwiejszych. Była to pierwsza tak duża operacja na niedawno oddanym Moście Małgorzaty dlatego też towarzyszyły jej tłumy gapiów. Nie można było zaprzepaścić potencjalnej okazji bycia świadkiem zawalenia się mostu! Ileż to problemów przysparzał peszteński Danubius…

22 października 1893 z wielką pompą dokonano odsłonięcia fontanny. Na początku cieszyła ona oczy przechadzających się po Placu Kalwina przechodniów, jednak wraz z rozwojem stołecznego transportu stawała się przyczyną… wielu wypadków drogowych. A to zagapił się na nią fiakier, a to kierowca automobilu wjechał w jej podstawę…. I tak fontanna stała się kukułczym jajem, „sprawiając” problemy aż do II wojny światowej. Wtedy to w wyniku bombardowań została prawie w całości zniszczona. Prawie. Ocalała tylko postać Sawy, która jakby nic nie robiła sobie z wojennej zawieruchy. Siedziała w dalszym ciągu i czekała … na kolejną przeprowadzkę.

Socjalistyczna stolica nie potrzebowała już stylowych pomników, romantycznych fontann i miejsc wyciszenia. Plac Kalwina miał stać się jednym z węzłów transportu miejskiego, docelowo ze stacją metra. Nie było tam miejsca na fontannę. Na szczęście nie pozwolono odejść jej w zapomnienie. Danubius powstał na nowo w pracowni Dezső Győry i w 1959 roku trafił do parku na placu Engelsa (dzisiejszy plac Elżbiety). Myślicie, że to był koniec problemów jakie sprawiła fontanna? To jesteście w błędzie. Powojenny Dunaj został ukierunkowany tak samo, jak jego poprzednik z placu Kalwina, na wschód. Ciężko pracujący urzędnicy w pobliskim magistracie nie chcieli jednak spoglądać na jego pośladki i kazali całą postać przesunąć w kierunku zachodnim.

A jakie były losy ocalałej Sawy? Pozostała na „swoim” placu Kalwina, w podwórzu kamienicy pod numerem 9. Jakby wciąż czeka aż ktoś ją odwiedzi, usiądzie u stóp i pomyśli o starym, przedwojennym Budapeszcie. Jak będziecie się tamtędy przechadzać, usiądźcie proszę i pozdrówcie ją ode mnie. Jeżeli jeszcze tam będzie….

 

(Tekst ukazał się również na stronie magyazyn.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *