BLOG

Formuła 1 dla niewtajemniczonych…pilotów. Jak poradzić sobie na torze Hungaroring i czy warto tu przyjechać?

Odbywające się od 33 lat wyścigi F1 przyciągają nie tylko węgierskich biznesmenów i celebrytów (na zawodach pokazać się trzeba!)  ale też turystów. Tradycyjnie już na parkingu pod torem pojawiło się wiele polskich autobusów.

Jak poprowadzić grupę, na co zwrócić uwagę żeby jak najbardziej czerpać radość z wyścigu a jednocześnie być mniej zestresowanym i zmęczonym?

Najważniejsza informacja: nie ma idealnej godziny na przyjazd na tor. Korki i tak będą, raz większe, raz mniejsze. Część grup przyjeżdża dopiero na konkurs główny, lub na same kwalifikacje, choć impreza na Hungaroringu trwa już od rana. Drogi dojazdowe do Mogyoród, gdzie znajduje się tor, są obstawione setkami policjantów, którzy bardzo sprawnie kierują ruchem. Problem jest taki, że wiele dróg jest zamykanych lub zmienia się na nich organizację ruchu, dlatego też najlepiej udać się w stronę toru od autostrady, skąd już bardzo czytelnie kierują znaki. Parking dla autobusów jest tylko jeden, co może przysporzyć wielu organizacyjnych problemów.

(Już z daleka widać zmierzające na tor tłumy kibiców )

My przybyliśmy do Mogyoród w miarę sprawnie, chociaż jechaliśmy na dwa autokary mając na pokładzie łącznie 140 osób. Staliśmy w korkach między autostradą a torem nie dłużej niż 30 minut. Problem pojawił się później. Policjanci – choć bardzo mili i pomocni – absolutnie nie puszczali autobusów na ulicę Vízi-park út poprowadzoną między Aquaparkiem a torem – tak żeby tylko wysadzić gości i móc odjechać. Zresztą, jeżeli ktoś z was chciałby w przyszłości wybierać się autobusem w okolice trybuny brązowej, musi zwrócić uwagę, że od kierunku Szilasliget jest ograniczenie tonażowe, od samego Mogyoród zaś pozamykane są niektóre drogi. 40-minutowy spacer w tłumie przy 35 stopniowym upale, bez odrobiny cienia nie należy do najprzyjemniejszych 😉

(Parking autobusowy znajduje się naprzeciw głównego wejścia i trybuny Gold. Organizatorzy nie pomyśleli, że ci, których stać na Gold, raczej nie przyjeżdżają tutaj autobusem 🙂 )

Inaczej sprawa wygląda w przypadku gdy kierowcy wiedzą już gdzie zaparkować a grupa ma spotkać się po wyścigu pod bramą a nie na parkingu (oddalonym od głównej bramy 1 km a od brązowej trybuny 3 km). Drugiego dnia, gdy już wszyscy – zarówno kierowcy jak i uczestnicy wycieczki – wiedzieli co gdzie się znajduje, wysiedliśmy korzystając z korku i na spokojnie doszliśmy na pieszo o wiele krótszy dystans.

Wchodzenie na trybunę odbywa się bardzo sprawnie. Mimo, że jest długa lista przedmiotów zakazanych, nam pozwolono wnieść parasole, laptopy i inne urządzenia. Problem jest tylko z napojami i jedzeniem, które każą wyrzucać do kosza. Oczywiście da się to obejść, odpowiednio chowając je w bagażu. Nie ma żadnej kontroli osobistej, bilet jest skanowany przy jednym stanowisku, przy drugim pokazuje się (bardzo niedbale i w pośpiechu) zawartość toreb . I już można wejść na tor, gdzie czeka nas….

(Bronze Tribun wygląda jak wejście na stadion zespołu klasy-B 🙂 )

No właśnie. Wiadomo, że infrastruktura i zaplecze gastronomiczne różni się w zależności od trybuny. Na brązowej nie ma dachu, za toalety służą postawione w dużej liczbie toi-toje a ilość punktów gastronomicznych jest mała. Ale odniosłem wrażenie, że nie sprawia to nikomu problemu 😊

Część widzów postanowiła oglądać wyścig nie z trybuny a z okolicznych polanek, które znajdują się na koronie toru – jest to całkiem dobre rozwiązanie, oglądanie wyścigów przeradza się w jeden wielki piknik z hukiem przejeżdżających samochodów w tle. Ludzie się opalają, śpiewają piosenki, piją piwo i robią sobie fotki. Bardzo fajna atmosfera. Problemem jest tylko wszechobecna, aczkolwiek zrozumiała drożyzna. O ile kawę można dostać już za kilkaset forintów, to piwo lub napój obciąża kieszeń wydatkiem około 1000 huf wzwyż. A jedzenie? No cóż, króluje fast-food, czyli hot dogi, szaszłyki i kiełbasy. Hot-dog kosztował w 2018 roku 3500 HUF, szaszłyk lub kiełbasa : 4500 HUF czyli prawie 60 złotych!

Ci, którzy postanowią być na torze od rana, mogą po jakimś czasie czuć się znużeni. Najpierw ogląda się wyścigi porsche, potem kwalifikacje F2 i F3 (lub sam wyścig już w niedzielę), po czym następuje główny konkurs. Wszystko to przedzielane jest 30-60 minutowymi przerwami, w trakcie których absolutnie nic się nie dzieje. Można umrzeć z nudów 😊

Minusem według mnie jest też dalekie umiejscowienie telebimu: aby zobaczyć wyniki trzeba mieć lornetkę Dobrze że chociaż nagłośnienie działa i pokazywane tam wywiady i wstawki z toru pozwalają trochę zabić czas.

Prawdziwe wyzwanie zaczyna się dopiero po konkursie głównym, kiedy to trzeba z toru wyjechać. Problemem nie jest wyjechanie z drogi na autostradę, ale dojechanie z parkingu na drogę…w tym roku wyjeżdżaliśmy ponad 40 minut pokonując w tym czasie ok.100 metrów…naliczyłem ponad 70 autokarów, które jeden po drugim starały się wepchnąć na wąską drogę wyprowadzającą z toru. Panowie parkingowi kierujący ruchem zjawili się dopiero po dwudziestu minutach, kiedy wszystkie wozy poustawiały się niczym znaczki pisma chińskiego, każdy w inną stronę 😊

Mimo wszystko warto odwiedzić z grupą zawody Grand Prix F1, jeżeli ktoś lubi sporty motorowe i towarzyszącą temu otoczkę, z pewnością nie będzie zmęczony i wyjedzie z toru pełen wrażeń i zdjęć!

(Bilety można kupić w kasach, które wyglądają jak budki z langosami 🙂 Na szczęście obsługa i napisy wielojęzyczne, więc kupno biletu pójdzie łatwo. Łatwiej niż…)

 

(…dreptanie polami w celu dotarcia do właściwej trybuny. Jeden znak na początku drogi to zbyt mało. Gdyby nie tłum ludzi i ryk silników, kompletnie nie wiedzielibyśmy dokąd iść)

 

(W końcu trafiliśmy pod bramę. Tam gdzie są kramy z pamiątkami, musi być główne wejście! )

(Za czym kolejka ta stoi? Za taksówkami 🙂 Rozciągała się na dobre 500 metrów. NIE WRACAJCIE TAKSÓWKĄ.)

(Czekając na wyjazd przynajmniej mieliśmy możliwość podziwiania wszystkich możliwych typów autobusów 🙂 )

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *