BLOG

Historia Centralnej Hali Targowej w Budapeszcie – Część 1

Część 1: Kupujcie, kupujcie! Płaćcie i płaczcie!

Wyjątkowa architektura, uliczny gwar, półki uginające się od salami i bazarowy klimat przesiąknięty węgierskimi rękodziełami (wykonywanymi w Chinach.  Z tym kojarzy się jeden z najchętniej odwiedzanych zabytków Budapesztu, Centralna Hala Targowa (Központi Vásárcsarnok).

Dla mnie o wiele ciekawsze jest to, co wokół i na miejscu Hali znajdowało się wcześniej.

Właśnie ta część nabrzeża reprezentowała ówczesny Peszt w pigułce: handlarze i przekupki, złodzieje i prostytutki, przedsiębiorcy chcący zbić fortunę i urzędnicy próbujący to wszystko ująć w ramy prawa i porządku.

Tak. Okolice Hali Targowej to opowieść na trzy posty, więc wybaczcie: dzisiejsza lekcja z historii Budapesztu podzielona będzie na kilka części. 😊

Chcąc wyobrazić sobie tę część miasta przed stu pięćdziesięcioma laty (a mniej więcej do tego czasu cofamy się chcąc rozmawiać o dzisiejszej Hali) musimy uświadomić sobie, że ówczesny Peszt nie tylko wyglądał inaczej, ale też rządził się innymi prawami. Teren okolic Mostu Wolności (którego jeszcze nie było) zajęty był przez wszelkiej maści handlarzy i statki, dowożące towar. O ile statki pasażerskie miały obowiązek dokować na placu Vigadó, to przystań dla statków przemysłowych znajdowała się właśnie przy placu Solnym, który dzisiaj funkcjonuje jako plac Celny (Fővám tér). Niesamowity to był widok: nieuregulowany jeszcze do końca brzeg łączyły ze statkami mosty pontonowe. Nabrzeże pełne było śpieszących się w ukropie robotników, ich przekleństwa mieszały się w powietrzu z nawoływaniami przekupek sprzedających wiklinę i kwiaty. Na usypanych górkach ziemi handlarze rozstawiali drewniane palety na które lądowały kosze z owocami i warzywami. Wokół biegały psy a wszystko to spowijał kurz unoszący się spod kół powozów rozwożących towar do wszystkich części Pesztu. Biegnące bez ładu i składu ulice wypełniały się, kanciarzami za dnia i prostytutkami w nocy. Tą część miasta rzadko spowijała cisza.

W całym Peszcie działały na świeżym powietrzu czterdzieści cztery place handlowe. Największe z nich znajdowały się na dzisiejszym placu Kalwina, placu Elżbiety (handel detaliczny) oraz nabrzeżu – między placem Petőfiego a bohaterem tego tekstu, placem Solnym (handel detaliczny i hurtowy).

W pierwszych latach XIX wieku istniało tu jeszcze małe jezioro noszące nazwę Młynarskiego – okoliczna zabudowa składała się głównie z wodnych młynów. Jezioro zasypano w 1810 roku, po czym postawiono budynek urzędu Solnego z magazynami. Bryła budynku wielkości 50×70 metrów choć nie największa w okolicy, miała na najbliższe dziesięciolecia określić charakter tego miejsca. Na południe od budynku usytuowano jeszcze Urząd ds. Handlu tytoniem, gdyż to tytoń był drugim najbardziej chodliwym wówczas na nabrzeżu towarem. Obydwie budowle sięgały dzisiejszego placu Celnego, Uniwersytetu Corvinusa (dawnego Urzędu Celnego) i Hali Targowej. Zostały one zburzone w momencie budowy wspomnianych budynków, które przejęły ich funkcje.

Wszystko co działo się w tej okolicy, związane było wówczas z solą. Duże partie kamiennego minerału przybywały pociągami z Szegedu i Márosvásárhely i w tym miejscu ładowane były na statki wędrując na zachód kontynentu. Do dziś jedna z ulic przy hali nosi nazwę Solnej. Przyjętą w Monarchii formą płatności za hurtowe zakupy były czeki, które wymienić można było jedynie w wybranych urzędach. Jako, że większość dystrybucji towarów odbywała się tutaj, w urzędzie nie tylko dzielono towary ale też wymieniano środki płatnicze. Niestety urzędnicza opieszałość i duże zainteresowanie usługami sprawiało, że do dziś w języku węgierskim uchowało się powiedzenie „Mehetsz a sóhivatalba”, czyli w wolnym tłumaczeniu „Możesz zawsze iść do Urzędu Solnego”. Znaczy to nie mniej ni więcej: Możesz iść gdzieś indziej, i tak nic tam nie załatwisz”. 😊

Spójrzmy jeszcze na jeden istotny budynek w okolicy!
Miejsce zajmowane dzisiaj przez restaurację Burger King służyło podobnym uciechom podniebienia – znajdował się tam prawdopodobnie najpożyteczniejszy lokal w okolicy, popularny Hotel Nádor. Przybywający tu handlarze musieli mieć gdzie nocować i się żywić. Dlatego też na parterze obiektu działała nosząca tą samą nazwę kawiarnia. Otwierano ją już o trzeciej rano, żeby wszyscy pracujący od świtu mogli się posilić. Śniadanie można było zjeść już w środku nocy! Jak opisywał ze zdumieniem jeden z ówczesnych reporterów: „Przedziwne życie toczyło się w „Nádorze”. O trzeciej wchodzili zmęczeni ludzie: pracownicy budowlani, cyganie spoceni po nocnych koncertach, damy bez kapeluszy wracający z okolicznych ulic, przekupki uliczne, których nie spotkasz w żadnej innej kawiarni – tutaj piły stolik w stolik ze szlachetnie urodzonymi. Alkoholu o tej porze nie serwują, więc przy kawie i śniadaniu wszyscy czekają do piątej. Gdy tylko wybije ta godzina, na dzwonek kuranta wszyscy śpieszą po kieliszek sznapsa”.
A Hala Targowa? Wybaczcie, ale o niej przeczytacie…w drugiej części!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *