BLOG

Kalwaria królowej Elżbiety czyli o wędrówce pewnego pomnika

10 września 1898 roku tragicznie zmarła Elżbieta, cesarzowa Austrii i królowa Węgier. Cały kraj pogrążył się w żałobie. Nic dziwnego więc, że wkrótce po tej tragedii mieszkańcy Budapesztu postanowili uczcić popularną „Sisi” za serce i miłość jaką okazała Węgrom (popularność Elżbiety nie spadła nawet wtedy, gdy coraz rzadziej pojawiała się w Gödöllö, które zamieniała na Korfu i inne zagraniczne posiadłości).

Jeszcze w tym samym roku władze miasta zapisały w uchwale publiczną zbiórkę pieniędzy na kompozycję (pomnik, statua lub kompleks budowli) upamiętniającą żonę Franciszka Józefa. W ciągu dwóch lat zbiórki 36-osobowe gremium komisji ds. pomników dysponowało już kwotą półtora miliona koron, za które można było postawić 10-12 pomników. I tu zaczęły się schody.

Akt 1: projektujemy!
Gdy architekci i rzeźbiarze otrzymali informację na temat wysokości kwoty, ambicje wzięły górę. Każdy z nich chciał, aby pomnik stał się wyrazem nie tylko spuścizny królowej, ale i samego artysty, ukoronowaniem zawodowej drogi każdego z nich. Powstawały projekty monumentalne, drogie, zupełnie nie pasujące do delikatnych rysów twarzy Sisi. Projekty najkrócej mówiąc brzydkie. Jakie pieniądze były „do wzięcia” niech świadczy fakt, że w konkursie wystartował chociażby Auguste Bartholdi, autor nowojorskiej Statuy Wolności. Skusił się pewnie na honorarium wielkości 10 tysięcy koron😊 Wśród pomysłów dominowały wizerunki kobiety silnej, walczącej o niezależność Węgrów. Jeden z projektów przedstawiał Elżbietę jako Maryję-matkę Węgier, inny z kolei był kompozycją rzeźb z kobietami składającymi u stóp Sisi kwiaty. Rozpisany rok później drugi konkurs również nie przyniósł rozstrzygnięcia z zupełnie innych powodów – rada zajęta była innymi planowanymi statuami: między innymi Kossutha i Rakoczego.

Akt 2: ….projektujemy dalej….
Mijały lata, część komisji ds. pomników zakończyła swój żywot, nie było osoby, która pociągnęłaby temat dalej. Zdając sobie sprawę, że to wielki wstyd dla miasta, sprawy w swoje ręce wziął zasłużony dla Węgier jak i Budapesztu premier Sándor Wekerle (tak, tak, to ten od jednego z budapeszteńskich osiedli). Nakazał uzupełnić brakujących członków komisji i wkrótce, w 1909 roku rozpisano kolejny konkurs, numer trzy. Wpłynęły dwadzieścia cztery prace, każda z nich zakładała budowę pomnika na odcinku nabrzeża Wzgórza Zamkowego po stronie Budy. Niestety w międzyczasie zmieniono plany zagospodarowania tej części miasta i przesłane projekty trzeba było wyrzucić do kosza. Czwarty konkurs rozpisano w 1913 roku. Z uwagi na brak decyzji o nowym miejscu (wahano się między Laskiem Miejskim a dziedzińcami Pałacu Królewskiego)…konkurs znowu anulowano. I tak przechodzimy do piątego konkursu. Ufff…Ogłoszono go w trakcie I wojny światowej, dlatego też rada ds pomników mogła rozpatrzyć wnioski dopiero w roku 1920. Niestety, inflacja sprawiła, że z początkowej kwoty zostały resztki. Chcąc jednak zamknąć tą wstydliwą sprawę, autorem pomnika ogłoszono duet György Zala (rzeźbiarz) – Rezső Hikisch(architekt).

Akt 3: Budujemy!
Problemem ponownie stał się wybór miejsca. Pojawiły się nowe pomysły: plac Miklósa Ybla (miejsce przy Bazarze Ogrodów Zamkowych) lub Wyspa Małgorzaty. W końcu wybrano lokalizację. Wybór padł na Eskű tér (obecnie 15 március tér) znajdujący się przy moście noszącym imię królowej. Po 34 latach ta kalwaria zdawała się zmierzać ku końcowi. 25 września 1932 roku, w sobotnie przedpołudnie o 10:30, przy obecności regenta Miklósa Horthyego i jego rodziny nastąpiło uroczyste odsłonięcie „konstrukcji”. Piszę konstrukcji, bowiem składała się ona z pomnika Elżbiety stojącego w czymś na wzór mauzoleum w klasycystycznym stylu o okrągłej podstawie, z kopułą i kolumnami wokół. Umiejscowienie i forma nie spodobała się wszystkim, chociażby niektórym wysoko postawionym urzędnikom w magistracie. Uważano, że konstrukcja jest zbyt wielka, pomnik w niej ginie, instalacja odciąga uwagę od Kościoła Śródmiejskiego. Mimo, że działania wojenne nie zniszczyły jej, w roku 1953 postanowiono usunąć pomnik monarchini reprezentującej poprzedni system. Tak zresztą stało się z wszystkimi wizerunkami królowej na całych Węgrzech. Glorietę chroniącą pomnik rozebrano w 1956, dzieło Zali tułało się po różnych magazynach, przez krótki czas stało na terenie muzeum Kiscelli w Starej Budzie.

Akt 4: ….a jednak przenosimy
Dopiero w 1983 roku Mihály Ráday (znany węgierski reżyser stojący również na czele Towarzystwa Ochrony Zabytków Budapesztu) zaproponował, żeby pomnik wrócił do Budapesztu. Znalazł go przypadkiem, spacerując koło magazynów w miejscowości Sülysáp. Nie było sprzeciwów ani u władz miasta, ani wśród mieszkańców. Pojawiły się za to przeszkody natury technicznej. Dotychczasowe miejsce mocno się zmieniło – zbudowano tam parking, prowadzono prace na terenie antycznych ruin Contra-Aquincum. Ostatecznie, w roku 1986 wybrano lokalizację w małym parku, po drugiej stronie rzeki, praktycznie vis a vis pierwotnego miejsca, na placu Döbrentei. Myślicie, że to już koniec? O nie, to byłoby zbyt łatwe 😊 Okazało się, że podstawa pomnika została źle wykonana i trzeba było poczekać kilka miesięcy, podnieść konstrukcję i naprawić błędy. Na szczęście nie było już pieniędzy na odbudowę rondeli, która z pewnością nie wyeksponowałaby pomnika w mało szczęśliwym miejscu, z uwagi na duży ruch samochodowy i słabe dojście do parku.

To nie jedyny zabytek, który „sprawiał problemy”. Podobnie było z wieloma pomnikami i fontannami w stolicy Węgier (np.Fontanna Danubiusa, o której pisałem tu. Jak się okazuje, wiatry historii zmieniają nie tylko politykę czy gospodarkę, ale też zdanie mieszkańców na temat miejskiego krajobrazu, który wyrasta za oknami 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *