BLOG

Niewinne podróże na Festiwalu Wina w Budapeszcie, czyli rozmowy przy winie :)

Jak każdy fanatyk Węgier nie mogłem sobie pozwolić na nieobecność w trakcie jednego z najsłynniejszych i najlepiej przygotowanych festiwali wina nad Dunajem. Spacerując pomiędzy budkami poszczególnych producentów, spotkałem Michała, który podobnie jak ja uwielbia węgierskie trunki. Swoje spostrzeżenia a także rekomendacje opisuje na blogu (niewinnepodroze.blogspot.hu). Musiałem więc wykorzystać okazję i  porozmawiać z nim o węgierskiej enoturystyce (turystyka winiarska, turystyka szlakami wina) oraz o samym festiwalu. Po spacerze i degustacji win z Mád usiedliśmy na chwilę, włączyłem dyktafon w komórce i voila!

bor

Waldek (Hungarian Events): Jako bloger, pasjonat i aktywny konsument węgierskiego rynku win, jak oceniasz tegoroczny Festiwal Wina który odbywa się na budańskim zamku w ten weekend?

Michał (niewinnepodroze.blogspot.hu):  Patrząc na całokształt, na te tłumy ludzi z pewnością widzimy, że festiwal spełnia swoją rolę i jest sukcesem komercyjnym. Rozejrzyj się, są tu całe rodziny, ludzie młodzi i starzy. Z drugiej strony miejsce wymusza pewną elitarność, dlatego też trudno powiedzieć, by był to festiwal dla każdego. Za sam wstęp każdy z nas musiał zapłacić ponad 40 złotych, plus degustacje. Ja w ciągu tego dnia wydałem już ponad 200 złotych, a nie spróbowałem nawet ułamka tego, na co miałem ochotę. Ale nie ma co narzekać. Warto przyjść wczesnym popołudniem, kiedy nie ma jeszcze tłumów – potem jest już ciężko dopchać się do budek najlepszych producentów.

Waldek:  Czy w tym roku pojawili się producenci, którzy szczególnie zaskoczyli wydając wyjątkowe wina?  Czy jest jakiś region, który jest w stanie wybić się ponad sławę Tokaju i Egeru?

Michał:  Tokaj jak zwykle zdominował festiwal i nie da się tego podważyć. Jego pozycja na polskim rynku wynika nie tylko z jakości win, ale przede wszystkim z sentymentu i historii. Poza tym to region, który znajduje się najbliżej polskiej granicy.  Z Podkarpacia czy Małopolski można tu dotrzeć już w 4 godziny.

Waldek:  Wiesz, myślę tu o polskich konsumentach i turystach zarazem. Czy jest opcja, że za kilka lat Polacy zaczną kojarzyć i inne regiony winiarskie Węgier?

Michał: Jeśli chodzi o inne regiony, które mają szanse zaistnieć – z pewnością da się zauważyć postęp w winach znad Balatonu oraz Villány. Jednak moim osobistym faworytem jest Nagy-Somló. Wina z tamtego regionu mają wszelkie predyspozycje do tego, by królować również na polskich stołach.

Waldek: Jak oceniasz infrastrukturę turystyczną regionów winiarskich? Dużo podróżujesz także po tych mniej znanych rejonach. Jak wiadomo daleko im do szlaków istniejących chociażby w Kalifornii, Burgundii czy Dolinie Renu, ale zauważam, że z każdym rokiem jest coraz lepiej. Dziś żeby skusić turystę nie wystarczy mieć taniego i dobrego wina. Ważne jest otoczenie, w którym degustujesz. Też masz takie wrażenie?

Michał:  Oczywiście. W końcu winiarze zauważyli, że bez wyjścia do klienta nie osiągnie się sukcesu, a enoturystyka staje się coraz bardziej popularna i dzięki temu dochodowa. Dobrym działaniem można też nazwać organizowane rokrocznie konkursy na najpiękniejszą winnicę roku – dotychczasowi zwycięzcy to już klasa światowa, przynajmniej jeśli chodzi o architekturę krajobrazu.

Waldek: Racja, tu mamy ulotkę piwnic Füleky i chwalą się na niej, że zostały uznane za najpiękniejszy budynek architektury przemysłowej roku 2011.

Ale wracając do winiarzy.W konkursie wygrywają producenci nie tylko z różnych regionów, ale posiadający też apelacje o całkowicie różnej powierzchni. Wiesz, takiego Tibora Gála albo Thummerera znają niemal wszyscy którzy choć trochę interesują się winami. Ale już np.mający 20 ha Mihály Figula to w Polsce anonimowa. Czy zdobycie co roku tytułu winiarza roku przekłada się jakkolwiek na sprzedaż czy sławę producentów?

Michał: Moim zdaniem tak. Zeszłoroczna zwyciężczyni, czyli pani Éva Digniszné Gál, była do tej pory dla mnie nieznaną producentką, a teraz widzę jej wina w wielu sieciówkach. Potrafiła się wybić z tak niedocenianego okręgu winiarskiego jak Kunság (pol.Kumania- W.K.), który jest znany raczej z kiepskiej jakości win stołowych królujących w lokalnych knajpach. Jest to świadectwo tego, że ciężką pracą można wiele osiągnąć.

Waldek: Dzięki za rozmowę. A teraz…idźmy się napić!

Michał: Zawsze! (śmiech)

A ja osobiście pozdrawiam Michała i zapraszam Was do odwiedzenia jego bloga niewinnepodroze.blogspot.hu oraz polubienia fanpage na facebooku: www.facebook.com/niewinnepodroze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *